niedziela, 14 czerwca 2015

Humpty Dumpty z wysoka spadł

Dziękuję wszystkim za miłych słów po publikacji ostatniego blogu. Powoli wracam do zdrowia.

W tym najnowszym odcinku chciałbym napisać o tych innych chorych ludziach, z którymi spędziłem mój czas w szpitalu, oraz moich wrażeniach o życiu po tym trudnym okresie mojego życia.

Najpierw, niech Paddisław pisać o tych, którzy puszczają bąki!

Pierwsze dwa dni leżałem w sali pooperacyjnej. Nikogo nie mogłem zobaczyć, ale słyszeć, tak. Pielęgniarki często rozmawiali z Panem Ryszardem, dwa łóżka ode mnie, ale z tego którego był obok mnie, nic nie słyszałem. Pierwsze dni tak żle się czułem, że miałem głównie wewnętrzną rozmowę z sobą, niż z innymi.

Ale w następnych osiemnastu dniach, spędziłem mnóstwo czasu z wieloma innymi pacjentami, na dobre i na zły, i o tym teraz piszę.

Po dwóch dniach, robiąc ranną odprawę, lekarzy sprawdzili moje oczy (krwiaki wywierają nacisk na mózg i oczy, więc dziwili się, że byłem w tak dobrym stanie bo mój krwiak dużo był) i pokazałem im mój język i ruszałem palce. I nagle lekarz - któremu dałem przydomek, ‘Brodaty Lekarz’ - kazali mnie wypuścić tą salę bo nie byłem nadal w tym pierwszysm krytycznym stanie.

Jak w szkole, nikt nie chce być nowym studentem, również w szpitale. Byłem bardzo słaby, i ciągle miałem okropne migreny więc nie dużo rozmawiałem w tym pierwszym dniu z czteroma facetami na ósemce. Wszyscy już się znali, byłem w bólu i przecież, trochę wahałem wytłumaczyć, że jestem obcokrajowcem, albo powiedzieć coś źle po polsku.  Większość pacjentów mówili z bardzo głębokimi akcentami, i jak mówili, może zrozumiałem co trecie słowo i im powiedziałem z tymi magicznymi polskimi słowami ‘no…no…no no, no… no.’

Było przypomina dla mnie, że nie wszyscy mówią w tym, powiedzmy, czystym warszawskim stylu jak większość moich znajomych albo kontaktów biznesowych. Więc przypomniało mnie dobrze, ze nie ma jednej jednolitej Polski, gdzie wszyscy mówią, myślą i wyglądają tak samo. Kilka lat temu częściej podróżowałem po Polsce niż teraz i w szpitalu zrozumiałem, że jakoś tak trochę zapomniałem o tym fakcie. Przypomniało mnie dodatkowo, jak trudne jest życie obcokrajowca w nowym kraju i w trudniej sytuacji. Ale mam to drugie wrażenie częściej!


W jedną niedzielę obudziłem powoli, słysząc muzykę Mszy. Lubię mszy, chociaż nie jestem ani katolickim ani prawdziwym wierzącym. Lubię tę monotonię muzykę i strumień mieszanych słów na takim dokładnym tempie co mamy na mszę. Śpiący po ciężkiej nocy, nie mogłem otworzyć oczy, ale miałem wrażenie, że może pacjenci zrobili mszy w korytarzu. Łoł, myślałem, co za kraj. Co za wierność. Ale nie, w moim pokoju, o szóstej rano, siedział ‘Pan Telewizor’ który oglądał program religijny na telewizji.

On kochał ten telewizor!
Był dla mnie bardzo ciekawy, spędzić 18 dni z takimi różnymi ludźmi z różnych część Polski. Ale były gorszy momenty, na pewno…

W ciągu nocy jakiś dźwięk obudził mnie. Co to było? Ach, zmęczony jestem i boli mnie głowa. Brzmiało jak szeleszczenie papieru, z strzałami z moździerzy kiedy głęboko mój sąsiad oddychał. To było okropne chrapanie starszego pana obok mnie, i wtedy nazywałem go ‘Pan Mors’. Pierwszy rzut oka, widziałem, że będę z nim miał problem. Na szczęście w następnym dniu odszedł.

W następnych dniach, szybko się orientowałem, kto będzie chrapiącym morsem, a kto wyglądał OK. Młodzi generalnie byli dobrze, ale im większy ten pacjent, mniej więcej tym gorzej chrapanie było. Ale nie zawsze! W ostatnim dniu, gruby pacjent obok mnie miał magiczny talent, zasnął jak leżał na plecach, z ręką nad twarzą i chrapnął jak sędziwy i zdesperowany dzięcioł w lesie. Potrafił chrapać przez dwie godziny bez ani prezerwy i ani ruchu.

‘Pan Zrzęda’  z którym spędziłem tydzień w dwóch innych pokojach, często obudził się w nocy, mówiąc, ‘o k----’. Jeżeli tego nie mówił na początku, kwękał o czymś, świstał cicho, i na końcu zawsze gwarancja była taka, że przeklinałby na głoś. Nawet używając słuchawki i poduszkę, słyszałem atak tych bąków i chrapanie cały czas.. i oczywiście, jak w wojnie,  miałem używałem swoją artylerię w obronie sobie!

Sam wśród wielu
Ludzie wchodzili i wychodzili ale pierwsza część spędziłem z Panem Telewizorem, Panem Struśem i Panem Zrzędą. Nie mogłem cierpieć tego Zrzędy, ale Struś i Telewizor nic mu nie mówili, i oni rządzili ten pokój. Cały czas to narzekanie, cały czas krzycząc jak dali mu zastrzyk. Ai! Ai! Mówił.  Leżałem obok niego prawie 24 godzin dziennie, i zacząłem mieć fantazję, w której wrzuciłem go od okna, i wreszcie mógłbym spać dobrze. Wiem, że to brzmi gwałtowny, ale proszę bierz pod uwagą, że leżałem tam z ostrą pękniętą głową oraz wstrząśnieniem mózgiem, i kto wśród moich ukochanych czytelników, nie leżał przynajmniej raz w ich życiach, myślący o zemście do tych, którzy chrapią obok ich? Kobiety – przyznajcie!

Zdziwiło mi się, ale wszyscy mieli swoje problemy w tym szpitalu, w pewnym sensie, każdy człowiek właściwie był ‘samoistną wyspą’ (z wiersza Brytyjczyka John Donne) i ciągle wróciłem do sceny w książce ‘Nadzy i Martwi’ przez Normana Mailer, w której leże ranny żołnierz Minetti w szpitalu, jednocześnie nienawidząc tych innych rannych mężczyzn ale jakoś z nimi mając jakieś powiązanie.  

W szpitalu masz dużo czasu myśleć i kontemplować. Ci ludzie wokół ciebie zostają częścią twojego życia. Nie znacie ich, ale oni mają większy wpływ na ciebie niż nawet twoje ukochani lub bliscy.

Nawet, że w pierwszych dniach nienawidziłem Zrzędę. Nawet ze nie mogłem tego człowieka cierpieć, znalazłem się w ostatnich dni dbając o nim, idąc po pielęgniarkach dla niego, pomagając mu z jedzeniem, rozmawiając z jego synem. Jakoś tak, przyzwyczaiłem do jego cech. 

Zaakceptowałem go. Kochałem jego.

 Autoportret 'Ból i Smutek'
Pan Struś widział chyba, że czułem samotny w tych pierwszych dniach. Zacząłem mieć trudne migreny bo krwiak tam był w mojej głowie. Wziąłem lekki przeciwbólowe ale po kilku godzinach przestały działać. A wtedy się zaczynał, nie mogłem mówić, nie mogłem ruszyć, nie mogłem słyszeć niczego, bez okropnego bólu w głowie. Wiedziałem, że w mojej głowie był dużo krwiak, który naciskał na mój mózg, i to powodował te migreny. Struś pytał dziennie, jak głowa Panie Patryku, jak się Pan ma? Mogę iść po pielęgniarkach, no? Miałem żal do niego na początku, daj mi spoko boże, jak odkręciłem sobie w pościele i przykleiłem cicho, ale powoli zacząłem na niego polegać. Dał mi siły. Dał mi doradztwo.

Dał mi pomóc. Kochał mnie.

Już większość pacjentów mieszali się w mojej pamięci. Kolekcja różnych twarz, różnych problemów i operacji, ale niektóre rzeczy są dla mnie nie do zapomnienia. W pewnym momencie byłem bliżej do tych nieznajomych niż do innych. Byłem bliżej do zrozumienia kondycji człowieka, do tajemnicy życia, niż byłem w moim życiu. Chwilowo, w momentach, krótkie sekundy, ale był tam coś, blisko byłem, do większej miłości czegoś innego.

Pisałem w moim zeszycie, że nigdy nie chcę tych momentów, tych ludzi, z tego co nauczyłem o sobie, zapomnieć.

Napisałem, co zrobiłbym, gdyby operacja się udała i mógłbym wyjść ze szpitalu. Jak w końcu zrozumiałem, że drobne sprawy w życiu są bezcenne. Spacery w parku, oglądanie filmy w kinach,  czuć słońca na skórę i smak dobrego jedzenia. Za tymi rzeczami tęskniłem bardziej niż wszystko.

Płakałem powoli, myśląc o mojej rodzinie. Za moim bratankiem Samem którego kocham jakby był mój syn. Napisałem w zeszycie do niego, że gdybyśmy nie się znali na przyszłości, ze on musi kochać z pełnego serca tych, do których blisko jest i będzie. Na zawsze.  Napisałem, że miał bądź zawsze miłośnikiem życia, ludzi, miejsca, kultury. Ponieważ za tymi elementami tęskniłby, gdyby był na końcu swojego życia. Napisałem do niego, że nic jest najważniejszy niż rodzina i bliscy. Nic, po prostu nic. 

Napisałem, że gdbym mógł wrócić zdrowo zmieniłbym moje życie. Że przyznałbym, z czego się boję lub bałem. Że zrobiłbym tego, z którego unikałbym. Że pisałbym więcej, że wziąłbym psa od schroniska, że ustatkowałbym się, gdybym mógł tylko wyjść normalnie ze szpitalu, że jadłbym mniej i lepiej, że kochałbym życia i życzyłbym odpowiednie.

Także byłem w szoku na reakcję innych do mojej sytuacji. Dostałem kartę i czekoladę o moich przyjaciół z Anglii. Pszczółka Maja była u mnie kiedykolwiek, była siła i  Dostałem dziesiątki smsów dziennie od przyjaciół polskich i angielskich, od dobrych przyjaciół i od prawie nieznanych ludzi. Wszyscy chcieli mnie odwiedzić, ludzie zadzwonili do przyjaciół w tek kliniki, żeby upewnić się, że dbali o mnie (No cóż, jesteśmy w Polsce!).  Mój ojciec wrzucił wszystko i poleciał natychmiast do Polski i wraz z Pszczółką stworzyli mały zespół dedykowany do mojej zdrowy.

Mój ojciec sprawdza pracę lekarza
Zrozumiałem, że ta miłość którą posiadam dla innych jest wielu razy głębszy niż myślałem. Rozumiem teraz, to co jest napisany w biblii, że z nich zaś największy jest miłość, bo z lepszą definicją miłości spotkałem w tym szpitalu.

Widziałem ból mojej mamy, jak pierwszy raz widziała mnie w szpitalu. Jeszcze nie jestem ojcem, ale w tym momencie miałem wrażenie, że lepszy zrozumiałem miłość rodziców dla dzieci niż kiedykolwiek w moich ostatnich trzydziestu dwóch latach.

Wróciłem do nich
Ale już jakiś czas minęło. Nie mam, do tej pory, żadnych komplikacji. Czuję się OK. W pewny sensie, wszystko się zmieniło ale nic nie zmieniło.

Widzę różnicy w sobie. Subtelne różnicy. Byłem bardziej cyniczny przed tą operacją. Miałem mniej empatii dla innych. Teraz płaczę o prawie wszystko na telewizji! Robię medytację bo chcę znaleźć spokój w sobie. Kupiłem sobie mnóstwo książek z internetu, bo chcę dowiedzieć się więcej o świecie, nie chcę marnować moment tego bezcennego życia. Pomagam innym więcej.

Za to, za odkrycia nowej miłości dla moich bliskich i dla świata, jestem wdzięczny za ten wypadek. 

sobota, 6 czerwca 2015

20,000 tysięcy hitów!

W tym tygodniu statystyki tego blogu pokazały, że miałem do tej pory  20,000 tysięcy hitów od początku pisania w Marcu 2013 r. W tym okresie, napisałem 68 indywidualnych postów. Ostatni blog (który pisałem po angielsku) o życiu w Polsce pisałem 358 blogów ale miałem tylko 45,000 hitów. To znaczy, że przeciętne blogi dostają 295 hitów indywidualnie

Większość czytelników są z Polski, oczywiście.

Polska – 11,852
Stany Zjednoczony – 2307
Wielka Brytania – 1107
Ukraina – 1107
Francja – 491
Niemcy – 451
Rosja – 337

Widzę trend w Anglii, że coraz mniej ludzi piszą blogów. Dla mnie to świetny sposób uczyć się Polskiego i być bardziej komfortowy z pisaniem, bo zawsze lepiej mówiłem po Polsku. Ale widzę zalety z używaniem twitter’a, LinkedIn i V-logs na YouTubie – to szybciej, i niestety wszyscy myślą, że mają  coraz mniej czasu na czytanie czegoś. Ach! To paradoks technologii.

Chciałbym mocno podziękować Michaelowi Dembinskiemu, bo jego blog jest głównym źródłem hitów dla mnie. Jestem jakimś literackim tasiemcem w żołądku jego kreatywności, bez wątpliwości.

Ale przede wszystkim, chciałbym Wam podziękować, że czytajcie mnie, że komentujecie (od czasu do czasu), że temat tego brytyjskiego obcokrajowca mieszkającego w Polsce jest dla Was ciekawy. 

Mam jedno pytanie – czy znacie innych obcokrajowców, którzy piszą po polsku o swoich życiach lub wrażeniach Polski? Poszukałem ich wygugolwałem, ale nic. Czy jestem Ostatnim, lub może nawet Pierwszym Mohikaninem?


czwartek, 4 czerwca 2015

Lato Nadchodzi! Jamajskie Sos Jerk, Pyszny przepis na grill

Jerk to znaczy ‘szarpnięcie’ po Polsku ale w Jamajce to nazywa dla tradycyjnego, ostrego oraz pysznego słodkiego sosu. Normalnie mięso marynujemy , n.p.  polędwicę wieprzowiną, kozę lub żeberka. Dałem mnóstwo Polakom i wszyscy zakochali się w nim. Nie ma jednego prawdziwego przepisu, ale daję Wam to co ja dostałem od jamajskiej babci jak mieszkałem w dzielnicy Brixton w Londynie, pełny Jamajskich ludzi.




Kroimy lub dodamy do blendera:

  • Kolendra (najlepiej swieże)
  • Jedna czerwona cebula  
  • Szczypiorek  
  • Ziele Angielskie
  • Imbir
  • Cynamon
  • Tymianek (swieże)
  • Cukir brązowy 
  • Sos sojowy
  • Gałka muszkatołowa (kluczowy) 
  • Sok cytryny
  • Kropki Guinness'a (reszta dajesz kucharzowi ;) ) 
  • Sok limony
  • Ząbki czosnku! (5 minimalnie)
  • Scotch Bonnet Peppers 

I najważniejsza rzecz: ‘scotch bonnet peppers’ to jest chili które da się znaleźć albo w hypermarketach lub w sklepach. Można używać inne chilli ale nigdy nie to robię, ponieważ Scotch Bonnet to serca tego sosu i kluczowy element dobrego smaku. 

Uwaga – ten sos może być gwałtownie ostry. To zależy oczywiście na ilość tych papryczek i ich pestek. Uważaj na oczy i inne części człowieka po ukrojeniu chilli ;)


Blendujemy a wtedy marinujemy mięso kub rybę. Zachowamy w lodówce przez przynajmniej 12 godziny i gotujemy w piekarniku lub na grillu. Sos można zostawić w lodówce przez 2 mięsiący. Czasami dodam do tostu z serem, daje móc!

czwartek, 28 maja 2015

Humpty Dumpty na murze siadł

Trzeci Maja był piękny dzień. Na początku dnia brałem udział w marszu kibiców Legii na stadion narodowy. Potem z Pszczółką Mają byliśmy na nowym targu na Powiślu. Tam świetna atmosfera. Dobre jedzenie, młode dzieci bawiące się wśród szczekających psów, starsi ludzie kupujący kwiaty, młode pary z kawami rozmawiający z przyjaciółmi. Świeże życie.

Później w tym dniu oglądałem mecz Legii na Pucharze Polskim z kolegą Żółwikiem, jego żoną Gosią i moją kolegą z Stanów Zjednoczonych. Przez kilka tygodni postarałem się załatwić bilety na mecz, ale nie udało mi się. Ewidentnie, mam nadal słaby układ w tym kraju ;) W każdym razie oglądaliśmy mecz w pubie. Legia wygrała i obchodziliśmy przez chwilę na Nowym Świecie a ok 22.00 podjęliśmy decyzję rozejść do domu.  

Chociaż nie wróciłem. Obudziłem się w następnym dniu w szpitalu. Nie wiedziałem co się stało ani nie pamiętałem nić z wczorajszego wieczoru. Pielęgniarka natychmiast poszła do mnie i zapytała, a jak się pan czuje? No OK, odpowiedziałem, ale byłem skonfundowany. Poprosiłem o wodę, ale Pani Pielęgniarka od razu odpowiedziała nie, bo zaraz będę miał operację na głowę. Był pan ranny wczoraj i utracił Pan przytomność, mówiła.

Leżałem  w łóżku, zdezorientowany i nie rozumiałem, co mi się stało. Czułem się OK, po co po prostu tu leżeć jak jestem w porządku? Czas spowolnił się. Leżałem i prawie nic nie myślałem, tylko o moich suchych ustach. Poprosiłem ponownie o wodę a w końcu Pani dała mi 10ml, twierdząc, że zaraz będzie operacja i nic nie mogę pić wody. 

Później lekarzy robili odprawę i młody lekarz spędził kilka minut ze mną, i wytłumaczył mi, że miałem ostrą pękniętą czaszkę i krwiak przy mózgu. To był ten moment, w którym znowu  trochę żałowałem, że nie biegle mówię po polsku, ponieważ nie miałem pojęcia co to znaczy, ale oczywiście, jak zawsze, przytaknęłam głową i powtarzałem ‘uh huh, oki doki’ itd. Typowy Anglik! Wcale nie zrozumiałem, że właściwie to poważna sprawa, która by mógł zmienić moje życie na zawsze. Ale oczywiście, nie chciałem przyznać, że nic nie zrozumiałem.
Lekarzy chcieli czekać tydzień, żeby zobaczyć czy ten krwiak w głowie rozpłynął. Oprócz ciężkiego bólu głowy, powodowany przez ten krwiak na mózgu, nie miałem żadnych problemów fizycznych i byłem w ogóle w dobrym stanie. Niestety na kolejnej tomografii krwiak nie rozpłynął, więc po kilku dniach lekarzy doradzili mi, że operacja by była najlepsze rozwiązanie. Dwanaście dni po wypadku, miałem operację a po kolejnym tygodniu, tomografia pokazała,  że większość krwiak został usunięty. 18 dni spędziłem w sumie, większość tego czasu na oglądanie telewizję i myślenie o życiu swoim.  A teraz siedzę w domu i powoli wracam do zdrowia.

Nie wiem dokładnie co się stało. Nic nie pamiętam i byłem sam. Może ktoś zaatakował mnie, może spadłem. Lekarzy nie wiedzieli i nikomu nic nie powiedziałem, bo utraciłem przytomność. Na pewno ktoś mi pomógł z wezwaniem pogotowia, i przykro mi bardzo, że nie mogę im podziękować za to. 

A kto Humpty Dumpty? To Tutaj. I na szczęście nie byłem tym brytyjskim jajkiem, bo w końcu naprawiali mnie!
Drogi czytelnik, pozwalaj mi pisać o następnych dwudziestu dniach w tym szpitalu. Nie jestem pisarzem polskim, jeszcze nie zostawiłem Brytyjską zastępstwem Joseph’a Conrad’a (chociaż, to kwestia tylko czasu). Używam ten blog jako sposób uczyć się pisać w języku polskim, więc proszę mi wybaczyć, że tu piszę moje wrażenia a nie całą historię tych ciekawych, trudnych, osiemnastu dniach w jakimś odpowiednim autorskim stylu. Chciałbym tak pisać jak pisałbym po angielsku, szczególnie bo robiłem notatki w zeszycie przez cały czas, ale nie potrafię.


Stan Szpitala



Byłem w szpitalu Wojskowy Instytut Medyczny na Pradze. Pamiętam, że leżałem tam w pierwszych godzinach, patrząc na krzyż wiszący na ścianie, myśląc, hmm, nie wiem, że tego widziałbym w brytyjskim szpitalu! Szerzy mówiąc, od lat powtarzałem, że gdybym chorował, leciałbym samolotem natychmiast do Anglii i skorzystałbym usługi Brytyjskiej National Health Service, czyli. służby zdrowia w Wielkiej Brytanii, finansowany ze środków publicznych tak jak NFZ. Ale w tym przypadku nie mogłem nawet wyjść z odziału i na pewno nie mogłem lecieć, więc miałem zrezygnować z tej sprytnej ucieczki do ojczyzny.

Zgodziłem się z ojcem, który leciał natychmiast do Polski, kiedy odpowiedział, że stan szpitalu był podobony do typowych brytyjskich szpitalów. Na pewno budynek, powstał w r. 1962 według Wikipedii, był trochę stary, ale widziałem że po kolei wszystkie oddziale zostały remontowane. A sprzęt diagnostyczny oraz operacyjny był absolutnie świetny. Najlepszy najlepszych.  Ewidentnie nowy i oczywiście ze srodków – poczekaj, oddychaj głęboko przed wymową tego zdania –  Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. A teraz oddychaj! Według strony szpitalu, Wojskowy Instytut Medyczny jest jednym z polskich liderów w pozyskiwaniu funduszy z Unii Europejskiej. S: 2009 – 22 mln zł, 2010 r. – 21 mln, 2011 – 5 mln, 2012 – 14 mln, a w 2013 – 15 mln.

Więc tak, Polacy, powiem Wam jako obcokrajowiec który pochodzi z bogatszego kraju. W moim małym doświadczeniu wasze szpitale nie są najgorsze. Są lepsze i gorsze w Polsce -  na pewno byłem w jednym najlepszych – ale nie są najgorsze na świecie! Są w rozwoju, ponieważ Polska jest największym beneficjentem ze środków europejskich  - ok. 350 miliardów złotych od 2014 – 2020. Jak wszedłem w sali operacyjnej odpowiedziałem lekarzowi, że nie lubiłem kolor pokoju. Zielony jest mój ulubiony kolor, mówiłem. Nie ma problemu, proszę pana, odpowiedział, zmienimy w ciągu operacji, z małym uśmiechem. Oczywiście byłem trochę bredzący po operacji więc nie zauważyłem, czy zmienili czy nie, ale nie zapomnę jak nowoczesny i znakomity był poziom sprzętu w tej sali, w pokoju tomografii oraz w sali pooperacyjnej. Ok, mój stoliczek obok łóżkiem wyglądał jak z 1962, ale jak czekasz na operację na głowę, to na pewno nie jest twoim pierwszym priorytetem! Ale na pewno byłem przestraszony, jak leżałem tam przed dawaniem anestezję, śpiewałem na głoś starą angielską pieśń ‘He who would valiant be’  a po operacji natychmiast wymagałem 26 ginów z tonikami wraz z cytryną i limoną.

To fajna pieśń brytyjska..



Opozycja około czterdziestej procent (mała przerwa w pisaniu bo miałem szukać odmienia wyraz ‘procent’ na stronie Polskie Radio. Takie jest życie obcokrajowca piszącego po polsku!) Brytyjskich ludzi na Unię Europejską trochę rozumiem, wypłacimy w budżetach, m. in. Sprawami, ale zawsze mi się dziwi, że widzę na fejsie Polskie ludzi narzekających o członkostwie Polski w Unii Europejskiej.  Na przyszłości, jak ktoś narzeka o służbie zdrowy publicznej polskiej, ja to ją zawsze będę ochronił, i ochronić członkostwa Unii. Nie jest przesady, że uratowała moje życie, i za to zawsze będę wdzięczny. Bądźcie dumni, że Polska po tylko dziesięciu latach w Unii tak się poprawiała, na pewno coraz lepiej będzie.

Chociaż nie jestem naiwny. Jak ojciec mojej byłej miała raka kilka lat temu, byłem w szoku jak widziałem go w małym, kiepskim pokoju z pięcioma innymi facetami we Wrocławiu. Porozmawiałem z ‘Panem Wąsem’ z mojego pokoju i mi mówił, że po wypadku w pracy nie mógł iść na pieszo i miał cały czas straszny ból. Ogłosił się w szpitalu i odpowiedzieli, że mogliby zrobić operację na razie w 2017 r.! Widziałem osiemdziesiątego Pana czekającego przez cały dzień, od rana do wieczoru, za możliwość rozmowę z lekarzem. Ale pamiętam, jak mieszkałem w Anglii – bierzcie pod uwagą że budżet brytyjskiej NHS (około 550 miliardów złotych rocznie) jest znacznie większy niż budżet NFZ (według Eurostat 106 miliard złotych w 2014) i też miałem czekać rok na spotkanie z chirurgiem z związku z moimi kolanami. Te same problemy istnieją w innych państwach, nie tylko w Polsce.


Jakość Opieki


Szybko zorientowałem, że pielęgniarki miały swoje ciekawy styl. Nie miały czasu gadać z pacjentami, bo spieszyły tu i tam i cała klinika była prawie pełna. Bardzo dużo było ilości starszych i oni wymagali więcej troskliwości. Więc nie mówiły coś pacjentom, powiedziały instrukcje z ciekawym głosem, które brzmiały bardziej jak rozkazy. Nie wolno stać! Porządek proszę Pana! Kto na zabieg dzisiaj? Pij wodę Panie Macieju! Kto dzisiaj chodzi? Zaraz, zaraz. Nie wolno stać proszę Pana!  Nigdy nie słyszałem takiego stylu, i zacząłem zrozumieć, jak trudna i wymagająca ta praca. Pracują w przemyśle, w którym często – czyli od czasu do czasu -  ludzie umierają. Nie mogą zbliżyć do pacjentów i kontynuować pracować.  Na końcu mojej ‘wakacyjnej medycznej’, porozmawiałem chwilowo z bardzo miłą, młodą pielęgniarką, Martyną, która zapytała, co myślałem o tych paniach. Mówiłem to co teraz piszę. One są niesamowite, i mam pełny szacunek dla tych, które to robią, bo nie jest łatwy, nie dobrze zarabiają ale pracują ciężko i robią wszystko co mogą pacjentom. Nie mogę powiedzieć, że miłe były. W Anglii na pewno więcej żartowałem z pielęgniarkami, ale taką sytuację spotykałem nie tylko w szpitalach. Fakt faktem, Polacy są bardziej zamknięte, szczególnie dla nieznajomych, niż inni, ale też są pracowici, niestrudzony i zdolni do zobowiązań. Cieszę się - bo naprawdę nie umiałbym to robić -  że mamy takich dobrych ludzi w tym kraju.

Lekarzy też. Porozmawiałem z dziewczyną mojego kolegi, która jest lekarzem (z Norwegii, chociaż pracuje w Anglii). Rozmawialiśmy o tej sytuacji, o diagnozie oraz operacji sugerowanej przez lekarzy. W skrócie stwierdziła, że zawód neurochirurgii jest tak skomplikowana, że neurochirurdzy są mniej więcej dobrze, gdziekolwiek jesteś. Na początku trochę martwiłem się, bo miałem wrażenia, że lekarzy sprawdzili tylko, czy mogłem ruszać palce i pokazać mój język. Dla nich to rutyna praca, dla mnie to usunięcie krwiak z mojej głowy! Moja ukochana głowa. Mój cebulkowy garnek geniuszu. W tej fabryki mózgów widziałem dziennie, leżąc w łóżku, jak pracowali i robili. Mówię fabryka bo naprawdę tak jest. Operacje cały czas, konsultacje, biurokracja, odprawy. Nie mają czasu na żarty, więc kiedy zapytałem profesora, czy w trakcie operacji by mógł on poprawić moje poczucie humoru i nie śmiał się, nie mi się dziwił. Właściwie miałem wtedy wyjaśnić, że nie mogłyby możliwe, ponieważ już mam najlepsze poczucie humoru, które istnieje – brytyjskie ;)

Szanowni czytelnicy, już napisałem zbyt dużo w tym blogu więc kończę pisać teraz i opublikuję tę częścią historii zniszczenia mojego łeba . Kolejna część to będzie na temat innych pacjentów oraz moich lekcjach osobistych z tego okresu mojego życia, bo na pewno dużo nauczyłem się z tego doświadczenia. 

Przypominam, że nie konsultuję z Google Translate ani z innymi Polakami w trakcie pisania. Te błędy są wyłącznie moje. Ale fakt, że napisałem już ok 1500 słów w obcym języku 10 dni po tym zabiegu, przekonuje mnie ze Profesor był złotą rączką. 

Operacja udało się. Pacjent żyje!


niedziela, 5 kwietnia 2015

Koty i Kombinowanie


W ostatnich tygodniach bardzo dużo ludzi zaczynali czytać mój blog (mówię kilkuset dziennie) może blog nagle został popularny, ze powodu wybucha polskich konsumentów czytających o brytyjskich produktach obecnie dostępne w polskich sklepach w ramach projektu ‘Food is GREAT – Taste of Britain’, z którym jestem związany, więcej możecie przeczytać na wyborczej http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17708028,Chutney_dla_Polaka__czyli_Brytyjczycy_pokazuja_jak.html?biznes=local#BoxBizImg oraz na fejsie https://www.facebook.com/FoodisGREATBritain. Teraz dwustu nowych produktów są na sprzedaż na polskim rynku, największa inwazja nowej kuchni oraz składników którę Polska miała od lat! Bo brytyjskie to pyszne.  Biorąc pod uwagą, jak nieczęsto piszę tutaj (raz na dwa tygodni) to nie może być z frekwencji postów! Lubię pisać po polsku ale strasznie dużo trwa, chociaż coraz lepiej piszę (myślę..).

Dowiedziałem się niedawno, że Polska cierpi ataków innych brytyjskich imigrantów -  oprócz zakochanych nauczyciel starający ukraść naszych dziewczyn oraz pijanych facetów w kiltach tańczący w fontannach – tak,  ta inwazja to jeszcze groźniejsza, bo jest taki kjuut. Inwazja brytyjskich kotów! 



Post zaraz się kończy, ale jak rok temu nie mam wielkiej ochoty wrócić do tego, którego zrezygnowałem (kofeina). Wydaje mi się, że cały post jest dobry dla zdrowy psychicznej, ponieważ mogę teraz stwierdzić autentycznie, że potrafię to robić. Choć gdyby był z alkoholu, sądzę, że nie by było aż tak łatwo. Może za rok.. jednak chyba nie. Skoro mogę zrezygnować z kofeiny, nie muszę się udowodnić, że potrafię z alkoholu, prawda?! Spragniony Brytyjczyk to zły Brytyjczyk i trudno mi wyobrażać sobie życie bez łyka piwa od czasu do czasu.

Wielkanoc dla większość Brytyjczyków to nic ciekawego, tylko dwa dni bez pracy. Wiadomo, że jesteśmy pogańskimi niewiernymi na wyspach (mój kolega Marcin zapytał sprytnie wczoraj, ‘ej, ty, jesteś protestantem ale na co protestujecie?’ Miałem mu odpowiedzieć, że wałczyłbym na śmierć dla prawa Króla Henry’ego Ósmego mieć sześć żon) i nasze sklepy ciągle zostają otwarte, jednak nie na pozwolenie Kościela. Nie mam emocjonalnego połączenia z Wielkanocą, z jajkami, z solem, z mszą, konfesjonałem, bo – jak piszą o przekleństwach – nie dorównałem z tymi tradycjami. Stojąc wczoraj w kościele, widziałem te małe dzieci i zacząłem myśleć, że dla nich ta magiczna święta jest naprawdę super. No to czekamy i za kilka lat też będą brać udział w konkursie najlepszych wielkanocnych koszyków. (

____

Przez ostatnie trzy miesięcy nie płaciłem spółdzielni, bo nie dostałem koperty z kwotą w skrzynce. Myślałem, że działa na zasadzie faktury dostanej raz na miesiąc z sumą. Czekałem jakiś moment a w czwartek poszedłem do pokoju siedemnasty. Oczywiście, te panie pracujące tam zignorowały mnie na początku (póki mówisz coś na pewno nic nie ci zrobią!) ale potem dowiedziałem się, że mam im płacić dwa tysięcy złotych natychmiast. Szybko, myślałem, na pewno nie poradzę sobie z tym, zrób coś! Wtedy zaczynałem mówić z moim najlepszym brytyjskim akcentem (po polsku) że bardzo mi przykro, ale ja, biedny imigrant na tym kraju, nie wiedziałem, że tak to działa (i to prawda) a gdyby Pani życzliwie mi dała możliwość zapłacić w dwóch częściach, serdecznie wdzięczny byłbym. Spojrzały na siebie z małym uśmiechami i Pani odpowiedziała, że taka możliwość właściwie istnieje. Zwycięstwo jest moja!

Właśnie nauczyłem się kombinować w Polsce, i czasami, warto przyznać, że używanie mojego akcentu/ciekawych kombinacji słów w języku polskim, daje mi możliwość ujść na sucho z czegoś. Bo życie to nie bajka, to walka, szczególnie dla imigrantów!

A teraz na siłownię trzeba jechać, bo śniadanie będzie dziś ciężkie, to na pewno :)