sobota, 23 listopada 2013

Akcja i Rekacja - Marsz Niepodległośći 2013

Witam wszystkich,

Jeszcze zajęty tydzień znów dla Paddiego, w którym pracowałem przynajmniej stu godziny w prace. Uwielbiam moją pracę, ale mogę przyznać się, że zapracowałem się. Kiedy obudziłem się o 02.30, żeby pracować na raporcie, pomyślałem sobie, Padek, chyba zbyt dużo nawet dla ciebie!

Mam problem z kolanem, i miałem masaż w ciągu weekendu, żeby sobie pomagać. W ciągu masażu, powtórzyłem się: ‘życie bez balansu to nie życie.  Beż spokoju, trudny znaleźć miejsce dla siebie. Jedz dobrze. Spij regularnie. Unikaj nadmiar alkoholu. Znajdź czas dla medytacji, kontemplacji i dla tych rzecz, które pomagają ci odpoczywać.’ Powtórzyłem tysiące razy, więc był dla mnie ironiczny, że później w tym samym dniu, znalazłem się w ciągu marszu, który zamienił się zamieszka i jest tematem tego blogu.

Kiedyś byłem pracoholikiem, który też nie dbał o siebie. Mieszkałem w Londynie, pracowałem nigdy nie poniżej stu godziny w ciągu tygodniu, przez cały weekend, przez cały dzień i noc. Czułem się szczęśliwy, jak wychodziłem z pracy przed 21.00. Ale w tym samym momencie, wypiłem za duża, z kolegami po pracy, z przyjaciółmi w weekendach.  Nie uprawiałem sport. Tylko piłem i jadłem nie dobrych rzecz.

Teraz wiem lepiej, ale takie życie w Londynie to nie wyjątkowy. Jest jednym powodem, który powodował, żebym wyprowadził stąd i mieszkać w Polsce, gdzie jestem przekonany, życie jest bardziej zdrowy i spokojny niż w Anglii. Poziom przestępczości jest niższy. Dostęp do krajobrazu lepszy (w Londynie jeździłem z domu do pracy nie widząc ani drzewa ani trawy, w Warszawie chodzę codziennie z domu do pracy na pieszo przez park). W każdym razie, odchodzę od tematu…



Na 11.11.2013 pracowałem od rana i po południu poszedłem do mojej pracy, która jest lokalizowana w centrum Warszawy na Marszalkowskiej. Okazało się, że byłem dokładnie gdy Marsz Niepodległośći zaczynał.




Studiowałem prawicowych partii w uniwersytecie, bo był tematem, w którym specjalizowała jedna moich najlepszych profeserów, Katharine Fieschi, która obecnie pracuje na Demos Europe. Ona doceniała moją dysertację na temat prawicowych partii, ale dostałem niedobry wynik, ponieważ, oni sądzili, że był ‘napisany od punktu widzenia dziennikarza.’ Chyba mieli rację, ale byłem dumny, że zrobiłem wywiad z liderami naszego partii prawicowej (Partia Narodowej Wielki Brytaniej) w Anglii. Wywiady z ludźmi, z którą nikt nie mogli rozmawiać w tym momencie.

Jestem zawsze otwarty rozmawiać z tymi, którą mają inną perspektywę na życie. Kiedy mieszkałem w bardzo biednym miejscu w Nottingham, jeden naszych biedniejszych miastach w Anglii, zawsze spędziłem czas z tymi ludźmi, który tam mieszkają. Rozmawiałem tam z osobami uzależniony, z gangsterami, z prostytutkami (nie jak Lloyd George, obiecuję!) z hazardzistami i z normalnymi ludźmi, starają się mieszkać w normalnym stylu. Ludzie, ludzie są fascynujący, przede wszystkim.



Więc chyba nie dziwne było, że po południu miałem ochotę zobaczyć Marsz Niepodległośći. Jak napisałem, moja praca jest w tej samej okolicy, gdzie marsz miał zaczynać. Mój dom na Powiślu, gdzie marsz miał skończyć. Ok. 16.00 znalazłem się na pierwszym piętrze pracy, patrząc na tym wielkim tłumie.

Marsz zaczynał -  bez policji – i widziałem tyle chuliganów i młodych ludzie. Był ewidentny, że większość tych facetów nie byli tu, żeby manifestować. Jak chcę pokazać, że kocham swój kraj, generalnie nie robię z petardami, racjami i z ukrytą twarzą! Na przykład na tym wideo, nagrywałem kilku tych osób w małych grupach. Patrzcie na ich ruchu, jak ruszają, gotowi dla boju, z kominiarkami.

[niestety video nie działa, zrobię na youtube póżniej]

Ale wśród tych grupach, i w ciągu marszu, widziałem tyle normalnych osób. W następnym dniu, było łatwe klasyfikować wszyscy, którzy brali udział na marszu, jak kibole. To zbyt łatwo.

Ten blog, jest blog od mojego punktu widzenia. To moja własna opinia o tym dniu.




Lubię piłką nożną, spędzę czas z kibicami. Takie petardy, twarzy, racje dla większości ludzi, są niezdrowi, niezgodny albo poza standardy normalnych ludzi. Dla tych, którzy żyją w ich stylu, to nic specjalnego. Wyjątek był taki, że taka sytuacja okazuje się, raz na roku, tak wielki i w centrum Warszawy. Oprócz tego, wszystko co widziałem, był normalny zachowanie… dla nich! W tym sensie, nie wyjątkowy.

W oczach normalnych ludzi, są kibolami. Zwierzętami.

Ale oni myślą, że w swiećie zagubionaych wartośći one pamiętają historią Polski, jej byłych i byłą tradycję. Trzymają na ta historię, na przykład w fejsie, widzę tyle obraz zginanych żołnierzach. Taka gloryfikacja jest część naszych pamięć narodu, też. Gdyby był najazd Rosjań, wtedy byliby w pierwszych szeregach obrońców.

Taki związek historii widziałem w ciągu oficjalnej ceremonii na Placu Piłsudskim, wcześniej w tym samym dniu. Żołnierzy z każdego batalionu, krzycząc razem: ‘Cześć ich pamięci!’ Mam przyznać, że trochy płakałem. ‘Obrońcy Lwowa, do apelu! Chwał Bohaterom!’ Taka emocja widziałem też na marszu, na przykład z tymi młodymi ludźmi w mundialach powstańców.


Mimo wszystko, i chodząc z kraju jak W. Brytyania, gdzie brakujemy sensu naszej historii, i tożsamości naródu (Boris Johnson, jeden naszych najsłnnych polityków, kiedyś mówił, że nie ma narodu Anglii. Wyobrazaj sobie, że któs tego odpowiedział o Polsce, nie wyobrażalny), ja chwalę taki związek.



Nie mogę ukrywać też, że idąc w grupie, w której wszyscy śpiewają oraz hałasują, to daje inną siłę. To daje takiej energetyki, że nie dostajesz w innych lub zwykłych sytuacjach. To po prostu jedno słowo: adrenalina. Wszyscy mówili o tym w tydgoniu po marszu, ale zakładam, że nigdy nie byli w takich sytuacjach. W anglii, mówimy, że oni są ‘ekspertami z fotelu.’ A ja miałem ochotę być świadkiem.


I co widziałem? Jako obserwator, ani za, ani przeciw, sadzę, żę…

Dla kilku tych uczestników, to była tylko bardzo fajnie wymówka, żeby walczyć z autorytetami lub z kimkolwiek.  Adrenalina.

Dla kilku, była fajna wymówka wypić. Na początku widziałem kilka osób, tak pijani, że nie mogli stać. Ale poszli. Adrenalina.

Widząc takich facetów, gotowi dla walki, czułem się jedną emocję. Adrenalina.

Ale większość uczestników byli normalnymi ludźmi, w sensie, że mieli ochotę manifestować.  Nie się przejmowali z chuliganami.

Staram się demonstrować (i jak zawsze, kiedy pisze po polsku, frustruję się, że nie mogę ładnie opisać, co widziałem i co myślałem w tym momencie), że takie rzeczy mają własną energię. Im więcej ludzi, im więcej petardów, im więcej śpiewanie i cały bez interwencji policji, ma – tak jak mówimy po angielsku – ‘efekt śnieżki’. Zaczynasz z śnieżką, a w końcu dostajesz lawiną. I tak było.



Wysłałem ten wideo do mojego brata, który mieszka w Stanach. Odpowiedział, ‘kurde, takie rzeczy w Ameryce, nigdy nie by pozwolili.’ Też w Wlk. Brytanii. Marsz takich chuliganów z petardami, racjami i bez żadnej policji? Nigdy nie tego wyobrażałbym sobie w ulicach Anglii.  (Chociaż nagle myślałem o zamieszkach w Londynie, w których zginęło 5 osób, które kosztowały przynajmniej kilku miliardy funtów, które psuły wizerunek Anglii na całym świecie (w porównaniu, nic nie był napisany o tym przypadku w Brytyjskich gazetach, ale wiemy, że mało wiedzą o Polsce, a to też ironiczny, pamiętając co napisali o polskich chuliganach przed Euro 2012). W porównaniu tego przypadku, zamieszek na 11.11.2013 była pestka. 

Nagrywałem i patrzyłem na całym marszu, a potem wyszedłem z pracy i zaczynałem iść na pieszo na trasę marszu. Jako obserwator, sam, z czapką legii (już było zimno) zaczynałem myśleć, że atmosfera była dziwna, i że przemoc nadchodził. Po chyba minutce już widziałem małą zamieszkę, gdy ludzie rzucali rzeczy na policję.

Na mojej lewej strony, była grupą Amerykanów. Jak skupicie na tym, możecie słyszeć, że panikują trochy na tym, co się dzieje. Już noc nadchodziła. Już atmosfera zmieniła się.

Poszedłem dalej, w kierunku Placu Zbawicieli, i nagle widziałem tyle wózków Policji, jadąc w kierunku końcówka tłumu przy Politechnikę. Ja (assumed), że marsz szedłby na cały czas na Marszalkowską, ale nie. Przy plac zbawicelę, nagle orientowałem się, że tęcza była podpalona, już czarny.

Tam zostałem przez 10 – 15 minuty. Pod teczą stała młoda kobieta, ewidentny nie była częścią marszu. Płakając, wzeszła tak długo, że wszyscy skręcili i patrzyli na niej. Poszła w moim kierunki. Miałem ochotę jej konsolować, ale nie mogłem. Szkoda,  ponieważ obraz tak znanego chuligana z czapką (bo tak, wyglądałem), rozmawiając z smutną hipsterką byłoby ciekawy i znakiem tego szalonego dnia.   To była jej prywatna sprawa.  Faktycznie, z nikim nie rozmawiałem przez cały dzień. 

Dwa tygodniu póżniej, co sadzę o sytuacją tęczy? Dobrze rozumiem, dlaczego ona była smutna. Jak mówimy po angielsku, ta tęcza jest znakiem kontrastów w tym społeczeństwie oraz niezgodny części Polskigo narodu. Nieakceptowanie rozwoju i zmień. Kiedy ludzie lecią z Anglii do Polski, żeby mnie widzieć, zawsze tam chodzimy i robię mały podsumowanie jej historii i opozycji jej instalacji.

Jako obcokrajowiec, który podchodzę z totalnego innego kraju, mogę odpowiedzieć, że cieszę się, że była tęcza podpałała a nie jakaś osoba. Jak taka tęcza pozostaje, zawsze będzie punktem centralnym dyskusji: kim jesteśmy, dokąd idziemy, jaki jest celem tego narodu, co chcemy, żeby obcokrajowcy myslą o tym narodzie lub co to znaczy być Polakiem w tym globalnym świecie? Gronkiewicz-Waltz już ogłosił, że będzie reperowany. Niech ta tęcza pozostań, żeby być w centrum tej dyskusji, pełna z kwiatami lub podpalony, mowi coś do Nas, przepraszam, do Was.

Potem wrociłem do domu. Było cholernie zimno. Miałem dosyć tej agresji i atmosfera. Wrociłem do domu, zjadłem i ubrałem się z ciepłym ubraniem. Potem, widziałem [start] marszu, chodząc przez pałać Prezydentu.



Stałem, paliłem fajkę (to zawsze robię, jak jestem zdenerwowany w tłumie, jak na przykład w manifestacji kibiców legii na Łaziękowskiej dwa lata temu, gdy był marsz na stadionie narodowym, i Staruch, który w tym tygodniu jest w sadzie, stworzył nowy rym: ‘Donald, matole, twój rząd obalą kibole’. Ten który był powtórzony kilka razy przy Pałacu. Pamiętam, że dwa lata tem, stałem i kiedy wszyscy śpiewali, i nie widziałem co zrobić, bojąc, że któs będzie pytał, dlaczego nie śpiewasz, ch**? Myślałem, że gdybym tylko palił cały czas, nikt tego nie zapytałby, i działał).

W końcu, stojąc na ławce z innymi samymi facetami, tłum obchodził mnie. Poszedłem w kierunku Agrykoli, gdzie był wielkiego tłumu, nie widziałem, że był taka akcja na ambasadę Rosjanin, i że to co widziałem było tylko część całośći.




Ostatni raz tu byłem, był festiwal Koreańczyków - jak macie ochotę spróbować piwo ryżowy, moje doradztwo jest takie: nie zróbcie! – ale w tym momencie było przemówienia lidera ruchu narodowego. Po 20 minucie, miałem dosyć, wrociłem do domu.

Więc co ja, jako obcokrajowiec, który kocha Polskę z całym sercem, sądzę o tym dniu:

Pierwsze: że trzeba nie sądzić cały tłum jako kibole albo chuligani. Tak nie było.

Druga: że lepiej jest, mieć debatę o narodzie, niż nie mieć tak jak w Anglii (‘nie ma Anglii….’ I gdzie bojemy się mieć flagę w oknach naszych domach, bo jest myśleny, że ten który miał flagę St george’s ma być raszystem.

Trzecia: że trzeba pamiętać, że idąc w tłumie to nałóg. Byłem cały czas pod ekstotuwany, serca była jak nigdy nie w moim życiu. Nie chcesz przemoc? Lepiej mieć więcej policje w następnej okazji!

Czwarta: nikt nie umarł. To nie był koniec życia.

Piąta: Ze dyskusja tego narodu okazuję się na ulicach. To ma wady i zalety. Ale nie mogę pamiętać, kiedy był ostatni raz widziałem sto tysięcy osób na ulicę Londyniu – ach, przepraszam, pamiętam, był zamieszek studentów i kilka lat przed tym, manifestacja dla tych, którzy polują lisy. W tym sensie, taka wielka manifestacja jest zdrowym znakiem móc społeczeństwa, dla dobry i dla zły.

Szósta: że racje, petardy i flagi ma własną potegą. Razem daje inny siły.




Nie wiem jaka Polska przyszłości będzie wygłądała (generalnie jestem optymystką)  ale cieszę się, że miałem doświadczenie tego momentu i jej historii. Cos powiedzić wnukom.



środa, 23 października 2013

Polacy, gramy u siebie! Mecz Anglii - Polską


Witam Wszystkich

Porozmawiałem z Michael Dembińskiem dzisiaj, I przypominał mnie, że nie napisałem o mojej ostatniej przygody.  Tydzień temu, byłem w Anglii z kolegą, Marcinem, żeby oglądać mecz Anglii – Polską.  Wybaczcie mi, drogi czytelnik, nie napisałem bo z zresztą tygodniu noclegowałem w czterech innych miejscach, pracując na konferencjach o moim nowym projekcie.

Byłem na Wembley tyle razy, natomiast ten przypadek był wyjątkiem. Dla pierwszego razu mojego życia, bym było w Polskich trybunach. Kilka miesięcy przed meczem, nagle było ogłoszono, że będzie więcej miejsce na Wembley dla Polskich kibiców.  Później, w gazetach w Anglii napisali o tej dodatkowej alokacji, mówiąc, że pomogłby Polską, z powodu więcej Polaków w stadionie. Ach! Mało wie, że byłoby dodatkowy Angol!

Od dawna zaplanowałem iść na mecz z Martin’em, myśląc, że byłoby bardzo śmieszny stać wśród Polaków w domu piłki nożnej, gdy kiedyś wspierałem Anglią. Przed meczem, staliśmy w centrum Londynu, pałający fajkę.  Marcin mówił, że ‘paradowałem’ wszędzie z moim polskim szalikiem. Nagle dwóch facetów skręcili, mówiąc na nas, ‘hej, bracie, znacie gdzie jest Buckingham Palace?’  Oni byli trochy skonfundowani, owszem odpowiedział z Angielskim akcentem!

Później, jak w tradycji, zaczynaliśmy pić przed meczem, idąc na ulicę jeden typowy gość z Anglii, siedząc na ławce poza pub, skrzył (po angielsku) na mnie ‘oj oj, proszę pana, jak będzie wynik dzisiaj?’ i odpowiedziałem w jego języku i akcencie… ‘2-1 do Anglii, stary!’

Przed stadionem, zgaduję się, że ok. osiemdziesięciu procentu ludzi byli Polakami.  Nigdy nie widziałem tak tyle osób w okolicy stadionu. Był po prośto melanż, i śmieszny. Polacy na meczu! Tego dnia spodziewałem od kilku lat, i wreszcie był. Oczywiście, mieliśmy wypić jedno ostatnie piwo przed meczem, więc poza metra, skręciliśmy prawo i poszliśmy na ulicę, żeby znaleźć sklep. Był bałagan w sklepach, z tyloma ludźmi kupują piwo. Marcin poczekał na ulicę z sługą, i ja wszedłem, żeby kupić piwo.  Stojąc, patrząc na pustych półkach (2 godziny przed meczem!) widziałem 4 Red Stripe, ale kolejka była fenomenalna.

Nagle widziałem, że facet w kolejce, blisko do kasy, nie uważał na siebie. W momencie czystej polskości, kombinowałem i wsunąłem się w kolejce przed nim, i sekundy później, wyszedłem z sklepu z piwami w ręce. Marcin był zaskakujący, widząc ile osób czekali!

Ok, nie jestem dumny z tego, ale jako przykład, że Polska zmieniła mnie, to był ewidentny. Akurat, mieszkając w Anglii, tego nie nigdy nie spróbowałbym. Kombinowanie w kolejce (Pan tu nie stał!) jest jedna najgorszych rzecz dla mnie, jako Anglik który mieszka w Polsce. Dwa razy kłóciłem się z nieznajomą osobą o ich zachowanie w kolejkach. To zależy, w jakim poczucie znajduję się.

Przyszłość Polskich kolejek.. ale nie teraz.. 
W każdym razie, do rzeczy. Staliśmy na ulicę i piliśmy. Marcin, uważał mnie, że gliny byli wszędzie. Jedną rzecz, którą kocham o Anglii, jest naszą miłą Policję. (Nie wiem, czy tego dobrze napisałem). Między innymi, Marcin był zaskakujący, że możemy wypić na ulicę (nie wszędzie, n.p. w okolicy Westminstera, ale generalnie,  w więcej miejscach niż w Polsce (gdzie, jak dobrze wiem, możesz wypić tylko w barach albo na nad rzeką).  Też, oni pozowali ludzi zrobić zdjęcią z nimi. Mysląc o tym dzisiaj, pamiętałem jak jeden ‘copper’ bawił się z nami kilka lat temu na mecz Anglii – Israelu. Patrzcie…

 Bezcelny Policjant
Widziecie? Jak mówimy po Angielsku, Ten Policjant był ‘bezczelną małpą’. Ale ten poczucie humoru jest bez rywalizacji. Nikogo nie mogłby oskarżać Policjanci w Polsce, że mają dobry poczucie humoru! Ale z drugi strony, mają lepszi brony, więc, jak mówimy po angielsku, to ‘hustawki i ronde’ (swings and roundabouts) tzn. wszystko w końcu jedno/równo.

Wreszcie byliśmy w środku stadionu, oglądając mecz. Atmosfera w pierwszych 20 minuatch był fajne. Nie wiem, czy mówili o tym w telewizji,  ale Polacy mieli bardzo fajną flagę, chwaląc polskim pilotom w drugi wojnej światowej. Tego bardzo mi podoba się. 

Bravo, Panowie
Ale krok po kroku zaczynałem czuć winny.  Ludzie buczeli na naszym hymn narodowym (Typowy ja, mowię o ‘naszym’ albo ‘waszym’ jak wolę, dzisiaj, ‘my’ znaczy my jako Anglicy) i buczeli w ciągu meczu. Tego nie mogłem, nie chciałem, zrobić. Przeklinali na naszych piłkarzach – ok, to tak zdarza na angielskich trybunach – ale tego nie mogłem śpiewać. Czułem się niewygodny z całą okazję, którę mnie demonstrował, że gdybym mieszkał w Polsce przez następny 50 lat, zawsze byłbym, w środku, Anglikiem.   

Tożsamość to komplikowana sprawa. Mam kolegę, który urodził się w Anglii z Polskiej rodziny. Mowił, że w sprawie sportu, gdyby był mecz Anglii Polską, zawsze wspierałby Anglią. Tego rozumiem. Mowimy po Angielsku w takich sytuacjach, że któs miał ‘badania lakmusowy’ która demonstrował, jego prawdziwą stronę.  Ten Mecz był mój badanie lakmusowe. Śmieszny, ale niepowtarzalny.

Pozdrawiam,

Paddisław 

niedziela, 6 października 2013

Polski sklepy... Leczcie się!

Błąd istnieje w tym blogie ale nie mogę go zmienić z komórki. Wybacz mi


Jak obiecowałem kiedyś, piszę na tym blogie chyba raz w tygodniu. Chciałbym pisać więcej i częściej ale, jak napisałem w moim ostatnim blogie, nie mam czasu. Pisąc blog wymaga czasu i koncentracji, i brakuje mi się obodywaj (sz. z moimi problemami z pisownią i koniugacją). Mimo wszystko, dobrze się czuję, kiedy piszę po Polsku. Z każdymi dniami, czuję się, że coraz mniej piszę i mowię po Polsku. Ludzie zawsze są mili, mowiąc, że dobrze mówię po Polsku, ale ja wiem lepiej - jak zawsze! Aby zrobić postęp, trzeba uczyć się z nauczycielem. Dla kilku różnych powodów, nie mogę obecnie uczyć się z moją regularną nauczycielką Weroniką, i bardzo jej tęsknię. Weroniko, pożdrów!

Na przykład pisenie tego tekstu trwał godzina, i to tylko kilka stu słów!

W każdym razie...

Pamiętaj mnie?! 

W ciągu tygodniu myślę o innych pomysłach dla tego blogu. Jeden moich ulubionych tematów jest robienie zakupów w Polsce. Jako obcokrajowiec, wydaje mi się, żę jakość polskich sklepów są generalnie bardzo slabi. Nie w hypermarketach, którzy wyglądają dokładnie jak naszi w Anglii, ale Dlaczego tego myslę? Ja Wam powiedzę...

1. Szerokość productów - w każdym małym sklepie, znajdujesz wszystko, co znajdziesz w innych sklepach. Smuti marchewki, pomarszczone pomidory, zniedołężniali kartofle. Kiedy mieszkałem w Mokotowie, zawsze mnie frustrował. Wreśzcie otworzył nowy sklep, na rogu Madalińskiego i Kazimierzowskiej, tylko z swieżymi warzywami i owocami. Fala klientów w jednym tygodniu! Ludzie potrzebują takich rzecz i sklepy nie poddają, bo kupują od jednego odbiorcy i nie mogą wyobrażać sobię, że mogą zmienić.

2. Oświetlenie - w małym polskim sklepie, czasami czujesz jak jesteś gornikiem, szukając torwarów w grocie.

3. Marki.. Sori, ale nie jestem fanem Sokołowa i nigdy nie będę. Brak różnych marek znaczy w małych Polskich sklepach to irytujący.

4. Piwo. Kupienie kazdy Polskiego piwa jest tak nudno. Oni smakują bardzo podobnie. W kilkach sklepach, znajdujesz różynie piwo, ale nie często. Szkoda.

Hmm, w sumie chyba problem polega tylko na linach marek w sklepach!
Więcej o tym temacie napiszę w następnych blogach.
_________________

Moi rodzice byli w ostatnim tygodniu, wraz z bratem, który mieszka w Stanach. Mama, która była dwa razy w Polsce, mowiła, że ona była pod wrażeniem z rozwojem tego kraju w porównaniu kilku lat temu. Ufajcie mnie, z mojej Mamy, to chwala!

Więcej o tym chcę napisać, ale mam przemówienie w języku Polskim w przyszłym tygodniu, i mam skupić na tym. Planuję zrobić presentację na moich wrażeniach Polski. Piersze przemówienie nie był zbyt dobry, więc postaram się zrobić lepiej w tym przypadku. Jak z wszystkim, przegotowanie to kluczowy.

Wczoraj oglądałem 'Wałesy' przez Wajdę. Prosto, nie kompleksowy film, robione trochy w stylu 'Iron lady' czyli szykbi galop w jego historii. Trudny by było zrobić w innym stylu i w sumie daję jego cztery gwiazd z pięciu. Warto obejrzeć.

Ale chciałbym podkreślić, że nie wystko mi nie pasuje w polskich sklepach. Między innymi, brak usmiech to mi nie przeskadza. Ja nie chcę rozmawiać z każdymi sprzedawcami, tak jak w Anglii i Ameryce, o moim poczucie. Jak zaczynam konwersację z kims w Polskim sklepie, albo oni z mną, to bardziej naturalniej, z serca, a nie z instrukcji firmy lub z jakiego podręczniku. Daj mi smutniej Babci z zmarszczenie brwi!

środa, 25 września 2013

Pomóc Potrzebny! Storwząc bizniz i sprzątając dom

W ostatnich kilku dni, stworzyłem własny biznes. Mój pomysł, który obecnie jest w trakcie zrealizowania, jest pomagać ludziom z ich aplikacjynymi do pracy, również ich strategią do pracy. Jaki jest twój cel? Jak tam dojezdziesz? Co nauczyłeś się z ostatnego wywiadu? Co nie powtorzyłbyś? Dlaczego nie udało się? Dlaczego - eksaminując twojego myślenia - na masz pewnośći o siebie, aby zaaplikować do tej pracy? Od pierwszego momentu w Polsce, pomgagałem ludziom z tym rzeczami. Z tego jestem bardzo zadowolony. Wymienie informacji, taktyków jest istotny. Gdzie i zgoda, tam i siła, prawda?

A w ostatnim trzech latach, widziałem aplikację po aplikacji z błędami, małymi i dużymi, nie tylko z pisaniem w języku Angielskim (chociaż, są tyle) również z sposobem wejscie.

Dlaczego, jak pracowaliśmy 2 lata temu, nie byłaś w kontakcie z mną? Dlaczego zaaplikowałąś do tej pracy, ale nie odpowidziałaś w twojej liscie, że masz doświadczenie na wycowanie programów?! Ludzie applikują beż przygotowania, nie spedzi czas na tym, co trzeba zrobić, zeby miec postęp. A potem nie rozumieją, dlaczego nikt nie był w kontakcie.

 Wydaje mi się, że młodzi Polacy nie są idiotami, wiedzą co zrobić, aby mieć pracę, ale potrzebują pomóc, sz. aplikując w firme w języku Angielskim. Więc, widzę rynek dla tych działach i dla firmy w tym sektorze. Od dawna chciałem ją stworzyć, ale w mojej ostatniej pracy nie mogłem. Wreśzcie mogę ją zarealizować. Ale dla mnie, jako obcokrajowiec, robienie tych formach, dukumentów itd. jast strasnie trudny.

Był ewidenty, że potrzebowałbym pomoć z stworzeniem. I znalazłem AIP, Akademecki Inkubator Przedsiębiorstwych (zawsze mam problem z mowiniem tego słowa!)przez pracę. Zarejestrowałem z nimi. Był szybko i super, lączną mnie do innych firm, organizują trening, mam dostęp do ich biurach w całej Polsce. Jestem na pewno pod wrazeniem, ale oni są jednym największym inkubatorem w Europie, i prawdziwy symbol nowej pryszłośći Polski, w moim zdaniem.
 __________________

 Chyba docieniałem ile czasu jest potrzebny, w realizowaniu firmy, mimo z pomóc AIPu. Stworzenie strony w internecie, podpisania umowy, kalkulacja VAT-u wymaga czasu. Nagle, wraz z uczeniem się Polskiego, kupienia samochodu, kupienia domu, cziwczenie w siłowni, ogladając meczów i, oczywiśćie, picia piwa, czuje sie jak księgowy, uwięziony w ptaku, zamknięty pudełku z wielkim olbrzymim zegarem tykającym w tle.

 To oznacza, że miałem znaleśc więcej czas gdzieś. Co to nie lubię robić, który zamuje czasu ode mnie? Aha! Sprzątanie domu! Szukałem w internecie, zartując z Nikitą, moją byłą konietą, że Pani, która odpowiedziałaby byłaby Ukrainką. Zarty o Ukranincy w Polsce są jak żarty w Niemcy o Polakach. Z małą ilośćią prawdy.

I jak okazało się, ta Pani piękna mowiła po Polsku przez telefon, nawet, żę miałem powtorzyć, gdzie był mój adres (rozmawiając z firmą taxi, z dostawą pizzy itd. zawsze mam ten problem? ''sto pindziszant dwadzisctsci cztrzesc, prosze pani! ile razy mam potwórzyć?!!!). Wypadła, i sprzątała bez przerwy, mowiąc, że nie chce wypić herbatę, bo nie ma czasu i jej organizm mam pracować bez przerwy, bo jest taką kobietą. Po jednej godziny, dom wyglądał jak kuchnia Gellera (cz. dobrze dla kamerów telewizji). Nie dawno byłem we Lwowie, więc starałem się mowić po Ukrainsku. Okozało się, że wszystko co mowiłem, było po Rosiecku! Ona ma corkę, która studiuje w Polsce w Warszawie, i mąż mieszka we Lwowie z synem. Myslałem, hej Patryku, twój dom będzie wygląda fajne. Szkoda, że Nikita, która od dawna narżekałem, że jestem disorganizowany w domu ('skarpetki, wszędzie!'był jeden jej ulubionych przsłów) i nie mogę ogarniać siebie, nie mogła widziec. Od bałaganu do pałacu bez mojej pracy!

Ale Pani Iina nigdy nie odpowiedziała. Wysłałem ją wiadamośc, mowiąc, czy moglibyśmy spotkać się w przysłym tygodniu. Odpowiedziała 'postaram się' ale nie wypadła. Co mowiłem? Czy mój bajzel w domu był aż tak straszny, że nie chce wrocić? Czuję się jako młody romantyczny Włoch, podczas odwołania randki przez jego ulubioną kobietą, która nie odpowiedziała ani wiadamośći ani SMSa, dlaczego nie spotkała z nim. Zaskakujący!

W następnym odcinku... jedzenia Konów.

czwartek, 5 września 2013

Hipsterzy!

Wczoraj miałem spotkanie z dwoma dZiewczynami, które znam od kolegi w Anglii. Zaraz jedna tych dziewczyn pojadę do Stanach, więc chcieliśmy spotkać się przed jej wyjściem. Zjadlismy kolacje na Solec 22. Dawno tam byłem i miałem pyszne jedzenie. Hamburger (przed tym trendem burgerów w Polsce) z avocadem, z niezwykłym sosem, z dobrym Zrobionymi frytkami. Ale to było dawno. Kiedyś tam czekałem godziny dla hambergera, i nie gotowali go. Wczoraj one kupiły tartar z bułkiem. Ale okropne było, jak jakiś pasztet z małego starego sklepu z Wałbrzychu. Moi kluski byli twardzi, mięso dobre ale generalnie całe jedzenie był słabo. Oczywiście, kiedy diewczyny narzekali o tym tartarze, nie przepraszali. W Polsce zawsze smieję się, że jakoś tak, bywać nie grzeczny jako sprzedawca lub kelner jest trendy w tych restauracjach. Trend hipsterów wpadli w Polsce od Stanach i Anglii, jeśli dobrze kojarzę, ale wydaje mi się, że brak grzecznosci poszedł bezpośredni z dawnych polskich czasów. Siedząc pózniej na zewnaczu Mety na Foksalu, ktoś postarał sie ukraść jednego naszego krzesła. Oczywiście, skrecałem, mówiąc, je to było jedno naszych krzesła. Gość był trochy pijany i mówił 'prepraszam Pana Warszawiaka!' Dobrze pamietam rok temu, chodząc na ulicy w Mokotowie, facet z synem, patrzył na mnie, i głośno odpowiedział jego synowi 'Patrz, synu, to jest hipsterem' Trochy mi obraził, bo nie czuję się jak hipster. Ten słowo to strasznie nietrendy w Anglii i wsród moich przyjaciół w Anglii. Ale myśląc o tym dzisiaj mam zgadzać się z tym. - mam brązowy spodnie - kiedyś nie ugoliłem i miałem ironiczny wąs - często siedzę z kolegami na lato, PKP Powisle i innych tych knajpach - chodzę na ulice z psem - mam wiecęj pary butów niż potrzebny - znam kogoś z dreadlocksami - piszę blog - mieszkam na Powiślu - jem w restauracjach tzn. że jestem foodie-em. - biorę autobus zamiast samochodu bo to ekologiczny Kiedy podsumuję fakty, wyglada, w oczach wielu mężczyzn w Polsce, jestem ewidentnym Hipsterem. Oj tam!

wtorek, 3 września 2013

Musimy porozmawiać o malinach!

Dzien Dobry,

Mam nowy komputer, z którym mogę pisać blogi, ale niestety jest Apple mac. To znaczy, że co 2 sekundy, robię błędy z klawiaturą. Niektórzy eksperty mowią, że po sześćdziescięscu powtórz ruchu lub gesti, coś jest zapamiętany w Naszych mózgach. Biorąc pod uwagę, że używałem Microsoft przez ostatni 15 lat, to będzie długa droga!

______________

Dwa tygodni temu, miałem wywiad z kims na radio. Temat był czy Polacy lubią narzekać. Oczywiśćie, zgodziłem się (faktycznie, narzekałem o narzekaniu Polaków!) z tym, ale jak zawsze, rzeczy są bardziej trudny niż wyglądają. Ludzie wszędzie komentują o ich zyciach. Politicy wszędzie są kritikowani, jak bogaci koty (mowimy po Angielsku) którzy nie zajmują się z Naszymi problemami. Pogoda zawsze wygląda lepszy w innych krajach. Ja postarałem podkreślić, że Polacy mają wielu rzeczy, z którymi mogą być wdzięczni. Są przekonani, że lubią narzekać, ale Ja wolłbym, gdyby pamiętali, że ludzie w UE są zazdrośni, miedzy innymi, z ich etyką pracy, stanem gospodarski i krajobrazu.

Wywiad został nagrywany w parku Łazenkowskiej (czy nagrywanie jest zakazany w tym parku? Lista zakazanych działnośćich w tym parku jest długszy niż Biblia!) i Pania, którę mnie nagrywała, poprawiała co drugi moich zdaniach. Zostałem nagle zdenonerwany, ale nie mogłem skonćzyć ani jedną zdanię, anie słowa. Mumlałem jąkałem się, i brzmiłem jak student w pierwszej klasie. Dobra przypomina była, że mam cały czas skupić na tym języku, aby poprawiać się. Dobra motiwacja też, bo strach porażki zawsze były, dla mnie, najlepsza metoda uczyć się i koncentrować na czyms. Dzięki Polskiemu radiu, wrociłem do domu i zaorganizowałem kazdy moich papierów i folderów.


______________

Na Ukrainę, zawsze starałem się mowić więcej po Ukrainsku. Nie udało się. Piersze kroki w tym języku, tak jak dla mnie dawno temu, kiedy zaczynałem uczyć sie Polskiego w Londyniu, zaczynają z alfabetą. Wszędzie gdzie byłem, starałem się zapamiętać litery, ich dzwięk itd. Jestem przekonany, że nie by było trudny tego uczyć się, bo są podoboności między tymi językami. 

Tu jestem z koleżanką Oksaną, negocejując z Babcią, która sprzedała owocy na ulicę. Kupiłem maliny za drobny, i jak zawsze, zjadłem jak wilk w ciągu zimy (szybko, brudno i beż nózki i widalecy). Jedna różnica między tymi krajami jest tak, że na Ukraine sprzedają maliny w plastikych sklankach, i można widzać jakośc tych malinów. Niestety w Polsce, są sprzedani w pudelkach kartonowych, który zmienają smak tych owóców i kryją zepsuci owocy. Mimo tego, uwielbam seson owoców i jagody w Polsce. Polska jest najwięskzym productem Maliny, na przekład, w UE. To znaczy, że tu mamy dostęp do dobrych owoców od początku lata do polowiej jeśieni. Aha, Polacy, wreśzcie coś mozemy obchodzić :)

__________

Jeśli chodzi o Ukrainie, będę konczył ostatni odcinek mojej przygody w tym kraju w ciągu najbliszych dniach. Ostatni kilka dni byłem zaokupowany z wizytą kolegów a Anglii (strzelaliśmy, piliśmy i smialiśmy się, oh i piliśmy trochy więcej) i z pracą, która cały czas sie rozgrzewa.) Ale dość moich wymówek, melanz trwa.... :) 

Strzelając PPSz 41 (Roski brón z 2WS)

Pojechaliśmy do Jożefowa w pociągu. Miałem problem z kontrolem bo nie kasowałem ich bilety. Kłóciliśmy się w pociągu, ale dzięki Bogu, babcia zaczynała mowić, że miałem rację, że Kontrol przeskadzał mi, i on miał mi dawać szans kasować bilety. Wreśzcie on wycyfowował się jego twardziej pozoycji, i pobłazał mi. Dzięki Bogu? Chyba dzięki tej Babci!