wtorek, 18 czerwca 2013

Wilczy Szaniec

SpaŁem w budynku ochroniarzych hitlera. Hotel był ok - kosztuje 80pln za dobę. Ma wi fi, i już zorientuje się z wi fi'em wszystko lepiej. Możesz znajdować następny nocleg, gadać z rodzicami, i, oczywiście napisać blogy.

Rano spotykałem z Parą z Stanach. Oni spędzą 10 dni w Polsce, a potem jeżdżą do Chechach. Rozmawiałem z Nimi, namawiam ich spędzić czas w Ksiązu w Walbrzychu i w ogóle mówiliśmy o moim życiu w Polsce, ich wrażenie i o Wilczym Szancu.

Pózniej ten Amerykanin powiedział mnie: słuchaj cię, ten miejsce jest nawiedzony. Trudny było nie zgadzać sie z nim. Coś powodował mi czuć zimno, a potem poszedłem na przewodnik tego kompleksu.


Caly kompleks jest zademolowany. Niemiecki saperzy wysadzili wysystkie schrony i budynki. Wynik tego, jest że wszędzie jest dziwny spokój. Z tych zepsutych bunkerow dostałem coś nie dobrego. Pomyslij..70 lat temu, ludzie tu zaplanowali koniec naszych krajów, smierć milionów ludzi. 

Wreszcie znalazłem bunker hitlera, wsród drzwiach, nie w centrum tak jak spodziewałem.
Trudny opisać co się czułem w tym momencie, ani po Angielsku ani po Polsku. Stałem przez kilku minuty, myśląc o tych czasach, o tym diktatorze, jego wpływ na świecie, na Polskę, na moim rodzice, na mnie. Połaczyłem w tym momencie z moją wizytą do Auschwitz. Oboje strony jego brutalnośći.

Nie mogłem wchodzić, żeby zobaczyć jak wyglada w środku. To zabroniony.

Skończyłem na zabytek do Staffenberga, który postarał zabić Hitlera. Szkoda, że nie działał. 

Naprawdę, trzeba zobaczyć jak jesteś w tej okolicy. Mocna przypomina wojny.

Potem szedłem na 10 km spacer do Kętrzyna. Jeszcze zmieniełem trasę, postaram się iść do świetiej lipka, jakiś 15 km dalej z Kętrzyna, bo jutro mam skończyć na biskupiec, i to daleko. Czuje sie zmęczony i słaby, ale co spodziewałem sie? Najważniejsze to mentalność, i czuje się zdeterminowany skończyć tą przygodę.



poniedziałek, 17 czerwca 2013

Girłoż

O 1530 dzis znajdowalem sie w Girłożie, po 8 godziny na drodze. Budzilem sie o 0600, czując nie dobry bo zjadłem za dużo w restauracje w Giżycku. Rosół a potem wielki talerz makaronu a 20 minuty pózniej iść do łóżka, chyba to nie normalny. Więc kiedy budzilem sie nie wiedziałem co zrobić, byłem spragniony ale wiedziałem ze nic nie było otwarty. Bardzo zmęczony bylem, ale w takiej sytuacjizawsze wolę wystawać. jestem prawdziwym rannym ptaszkiem. Więc mimo wszystko, poszedłem na spacer w centrum miasta. Nikt nie był, oprócz żulów, ktorży stali cichenie na ulice jak ptak na płoty. W końcu znalazłem oboje sklep i jezioro Niegocin. Stałem, myślałem, komtemplowalem. Czy byłobym gotowy dla dziś? Czy dałbym rady? Martwiłem się, bo mam nie dobre kolana. Nawet trzążyłem, chyba bo zimno było mimo słoncy, chyba bo byłem zdenonowany.


Nie odkrywałem Giżycko. Byłem za póżno kiedy przyjechałem, i w rano chciałem wyjchodzić jak najszybciej, wiedząc, że miałem przynajmniej 30km do Kętrzyna. Ale widziałem ten fajny zabytek przy drodze, i w tej okolicy gdzieś jestem 'twardy boyen', jakiś twarzy zabudowany w XIX wieku przez Niemców. Nie mogłem go znaleść, nawet, ze szedłem na koło twarda. 

Nagle zorientowałem się ze idąc na główny ulicy z Giżycko do Kętrzyna, najprostniejsza trasa, , byłoby niebezpieczny. Samochód ciężarówki jeździli szybko przez mnie, i kilka razy skakalem, żeby ich unikać.  Drogannia miała chodnika, więc trzeba iść na droga. To ma wpływ na cały spacer, bo jak mam u iść na nieużywany droge, będzie przynajmniej 30% długiej i bardziej twardy.

Ale tez piękniej. Sam poszedłem, widąc taki piękny widok. Krowę, leżąc na pole, kwiaty, śpiewający ptaki, ważki.
W tym momencie, wsród natury, wsród tylko zwierzęta, czułem sie bardzo zadowolony.

Krajobraz w tym regionie jest aż tak piękny jak w Anglii. Ale to niezepsuty. W Anglii mamy tyle znaków, mówiąc m.in., że tu nie można jeżdżić w samochodzie cieżarowym. Tu nie ma parkingu. Tu nie można palić. Tu jest mieszce prywatny itd. Doceniam, ze w Polsce nie macie takich znaków. Nawet znaky do następnego miasta albo wsiach nie ma. Jak tu żyjesz, wiesz jak dojezdzisz. Jak jesteś nieznajomym, i od gapych ludzi w tych małych wsiach zgaduję się, że oni nie wiedzą turysty tak często, to Twoja sprawa. 

Ale jedna podobnosc do Anglii, to, że w tych okolicach są tyle gróbyów, i tablice. Chociaż w tym regionie są napisany po Niemecku, i pamiętają żołnierzy którży walczyli w pierwsziej i drugiej wojny światowej. To jest ciekawa przypomina skomplikowanej history tego regionu.

W tym regionie sowiecki walczyli z Niemcami, i często znajdziesz gróby i pamiętki tego konfliktu.
Grób 8 żołnierzy sowieckich, którźy zginęli w walce w Parczu. Każdy krok w tym regionie, jak w ogóle w Polsce, nie jesteś daleko od wojny, i wpływ wojny. 

Zgubilem się gdzieś między Kamionem i Parczem. Dla godziny, postarałem sie znaleść. Czy leków, czy prawo? Dlacżego ten jezioro jest na lewiej, a nie na prawnej jak jest rysowany na mapie? Dlaczego idziemy na północ, kiedy trzeba iść na wschód. Jedna rzecz to pewna, nie dobrze wędruje! Zrozumiałem, że nie wiem, co to znaczy 'kilometre'. Ile minuty trwa? 10? 15? Czy ta czerwona część mojego kompas, czy to prawdziwy północ?! Zaczynalem nie ufac mapy, a potem zaczynalem nie ufać siebie. A potem nie ufałem ani siebie ani mapy! Ale wiedziałem, że byłem zagubiony, ciepło i spragniony, nawet że wypilem ponad 4 litrów wody.

Trudny opisać, jak szybko ta sensacja bywąc zagubiony wpada(czyli jak zmieni Twoj samopoczucie) nie wiedziałem gdzie byłem. Nie wiedziałem dokąd iść. Zaczynałem krytykować się. Dlaczego skręciłem przy budynek . Dlaczego nie zapytałem ten 'gość' o tej trasie? Jesteś idiotą, Paddislaw! A
Ale też wiedziałem, że lepiej jest skupić na mapie, a nie panikować. Ale to łatwo mówić, trudniej obserwować. Szczególnie, kiedy nie spotykasz z nikim, i nie ma znaków (nagle, zaczynałem myśleć, ze wielka szkoda jest, że Polska nie ma direkcji jak my mamy w Anglii!)

Wreśzcie znalazłem sie, obok wsiem Doby. Spędziłem ponad 90 minuty w lesie, i zrobiłem kolo! Wtedy, z pewnością chodzilem przez trasę rowerowych do Gierłoża. Byłem zmęczony. Nic nie zjadłem dla lunch oprócz żelki. Ale widok tych bunkerów przypomnieli mnie, że to leje kwatery Hitlera, tak znany 'Wilczy Szaniec'.


Bunker nr. 24 był kompletny demolowany, nie wiem przez kim, wyglądał jak był wpływ bomby. Efekt był dziwny. Naprawdę było mi żimno. Tu, 70 lat temu, byli SSmany. Tu ochronili Hitlera, i kilka jego najważniejszych lizusów.

Nagle byłem już na miejscu. Kwatery hitlera. Ile razy czytałem o tym miejscu? i nagle tu byłe,. wsród zły? 


Teraz mają hotel, przewody, ale najważniejsza elementa: restauracja! Zjadłem kolację, gadałem trochy z piękną kelnerką (dlacżego w Polsce każda kelnerka jest ładną? Nigdy nie rozumiem, chociaż nie narżekam!) i poinformowała mnie, że Niemcy jako proporcja całości gośców to przynajmniej 90%i w ógóle Polaków nie ma. Ciekawy no? Nie zgaduję dlaczego. Zjadłem wielką urocztę i potem miałem drzemkę w małym hotelu. Jutro będę zwiedzić bunkery, a potem iść do Kętrzyna. Jestem zmęczony, mam pęcherzy, ale żyję.  Jeśtem gotowy dla mojej następnej przygody.

Paddislaw 

niedziela, 16 czerwca 2013

Giżycko

SiemA!

Już jestem w Giżycku. Wczoraj imprezowalem w Iławie z kumplami. Graliśmy koncert w ośrodku. Bardzo genialny było. Ale trochę zmęczony już jestem. Spieszylem się cały dzień żeby być gotowy, wtedy spieszylem do dworcu i grałem od 01.00 do 0300. Wróciliśmy do mieszkania ok 0600. Breakfast był kuchnia chińskie, napój byl jeszcze piwo. Taki dzień, szanowni państwo, taki dzień.

Super był spotkać z tymi ludźmi. Znam ich od kumpelow w Wrocławiu. Okazuje się, że mówią 'gość' jako zastępca dla 'facet'. Już zgadlismy sie żeby spotkać w środę.

Jutro przygoda zaczyna. 30-40 km z Gizycka do Ketrzyn. Teraz jem rosół i makaron w restauracje, żeby mieć energią (tylko 29.30 pln - mistrz!) ale Nie mogę kontynuować pisać. Bezpośredni idę do noclegu, żeby spać.

Wiecej o tej pielgrzymce piszę w mojej książce, już mam 8 strony napisania. Jak mam czas, napisze wiecej na iPad, ale chyba nie umiem iść na buty w napisać w tym samym momencie, i jutro będzie 12godziny specerania.

Do następnego razu!!!!


sobota, 15 czerwca 2013

Zaczyna




Oj jej. Już zapakowałem. Już posprzątałem mój dom i skonczyłem pracę. Przez cały dzien, spieszłym się bo nie miałem ani momentu ani sekundu pomysleć o moim blogie. Teraz tak, obiecuję, że podczas spacera będę probował napisać blogy. Jeżeli nie, napiszę na ksiąskę i zapublikuję na moim powrocie, i też zrobić zdęcje.

Nic więcej o tym mogę napisać, bo mam wziąć pociąg do Iławy (zmieniełem trasę, ale nie mam czasu wytłumaczyć dlacego. Będzie długiej, ale czasami będę jeżdił pociągami).

Pozdrawiam!

Paddisław

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Oj Jej!

Dzien doberek!

Dzisiaj nie pracuję bo wczoraj swiętowałem mistrzostwo  naszej jedyny miłośći – Legii. Od dawna myślałem, że będzie ciężki dzien i tak było. Mowię oj jej bo widzę, że wrociłem trochy póżniej niz zaplanowałem, ale ‘c’est la vie’ prawda?

... Już mineło 11.30 i ciągle ludzie śpiewają na zewnątrz.

Jedna rzecz jest pewna, że nie wynoszę rzeczy z Legii w ciągu pielgrzymki! Kibice w Polsce mają swoją reputację i nie chcę prowokować kogoś. Raż przy przypadek jezdziłem do Białegostoku z sweterem legii (z małymi kolorami Legii) i miałem go wrzucić. Oj jej!

We Czwartek zrobiłem pierwsze ‘trek’ – prawie 20km na Kampinosie z nowym plecakiem, i w tym spacerze poszedł z mną Winston, mój wierny piesek.  Ciepło było i tyle komarów na lesie byli. Zjedli mnie jak głodny ksiądz je ciastko. Winston wyglądał dziwny bo oni wylądowali na niego, ale nie mogli go zjeść. On był odważny i nie narżekał, ale ja krzyzyłem jaka mała dziewczyna, gestykulowałem jak klown z mrówkami w jego spodniach, i pobiegłem szybko żeby ich unikać. Ale byłem w środku lasu więc nie był możliwe. Z tego dowiedowałem się, że dobrze by było kupić jakiś aerosol przeciwko tym diabłom.

Oj jej, boli mi głowa! I teraz remontują móją klatkę (Pani Weronika remontować kogos, co, tak? Więc to jest z Biernikiem?) więc hałas jest dużo... oj jej!

Ale jeszcze ciekawa rzecz był tak: że nikt nie gadał z mną, nikt nie przytiwał mnie. Dziwioni jesteście? Ja też. Chyba nie czytają Paddisław Wędrowniczek, albo chyba moja ekspektacja że w każdych wsiach będzie dziewczyne z warżywami za darmo w torebkach dla mnie, księża z krżyzami i babe z bawarkami i wszycy śpiewają ‘Bravo, Paddisław, idz dalej! Bravo!’ jest trochy nierealasticzny. Ale nie mam problem z tym, jak będę samotny mam czaś pomyslić o mojej przyszłości, i przeszłości też. To jest własciwie główny cel mojego spacera. Czasami siedzę w kosciele, żeby kontemplować co się dzieje w moim życiu i dokąd idę. Dla mnie ten spacer będzie dwu tygodniowy kurz z meditacją ale kurs za darmo J

Jak zrobiłem błędy w napisaniu tego blogu przepraszam ale życie jest serią błędów z których musimy nauczyć się, prawda? I teraz mam wyjść po zakupy i zjeść coś bo jestem głodny jako gołab w Siberii.

Legia wygrała, słonce jest, i oprócz tego bólu i hałasu, wszystko jest tak. Do następnego. 

Paddisław 

wtorek, 21 maja 2013

Przegotowania



Jeśli rzadko piszę po Polsku, to nie jest znakiem, że pracuję na moim projekcie cały czas. Na przeciwko temu, przez ostatni 2 tygodni, albo trenowałem na siłownii z kumplem, albo szedłem na spacer z Winstonem, lub – bo spragniony Anglik to zły Anglik, no? – piłem jakiś piwo... ok, już skłamałem, piłem kilku piw ;). Zamiast tego, zostawiłem w domu i pracowałem jak osioł w Rzymie. 

W trakcie moich lekcach, często rozmawiam z moją nauczycielką Weroniką na temat jak zdać egzamin jężyku polskiego na pożiom B2. Wśród innych rozwiązach, zachęca mnie napisać bardziej często, ale mniej, skupując na gramatyki i pisanie. Ten blog jest idealny miejśce, ponieważ to można napisać krotki teksty i zapisać w jednym miejscu, zanotując co się idzieje w moim życiu i przygotując dla tej przygody w tym samym momencie. (Oh, i przy okacji, nikt nie sprawdze tego blogu. To co piszę, to moje dopisanie do naszego świata. Rzadko sprawdzę słównictwa, lub szukać nowych słów żeby wyglądać bardziej mądry niż właśnie jestem w rzeczywiscie). 

Ale wiem , że oznacza to, że czasami wygląda że słabo kojarzę język Polskiego. Wiem że zaraz Pani Weronika będzie mowiła ‘Ejj, Patryku, tyle błedy miałeś w ostatnim blogie’ i odpisałbym.. dobrze, do boju Stara, niech poprawiamy! Wiem, że w pracy ludzie cierpi i czekam zebym konczył, i w spotkaniach będę wahał się, bojąc się że robiłbym błędy, ale trzeba przemowić mimo wysystko. (I nie szukam ocenia, tylko że staram się podsumować jak czuję się w tym momencie).  

Czy już zorientowaliście się, że nic nie robię z zwiążku mojego ‘treku’ i nie mam nić o tym napisać? Macie rację! Ale chyba to w tradycjii podróżujacych Anglików, n.p. Shackleton, Scott itd m.in..  Najgorszy zagrożenie to będzie, że cały czas chciałbym lecieć z wiatrem i chociaż mam cel, to mi nie przeskadza jak dojeżdzę. Nie doceniam długość itd. Ale w tym momencie nie zajmuję się z tymi sprawami J

Spędziłem prawie 2 godzinę z moją pracą domową, i przez  ostatni 30 minuty tylko sprawdziłem http://www.miejski.pl/, (lista Polskich slangów) i strasznie strata czasu. Dlatego, trzeba kliknąć ‘publish blog’, myć żęby i poiść do łóżka... bo nie ważne, co robimy, jedzmy, pijmy, żyjmy chwilą, bo jutro i tak poprawiamy, no?

Zaraz.. ‘Poeta’ i ‘Ból’  

niedziela, 5 maja 2013

Badanie



Lubię grać z językami, z słówami w swoim jężykiem, i między jężykami, i zawsze staram sie z Polskim jężykiem też ale kilka dni temu miałem lekcję z moją nauczycielką, i demonstrowała, krok po kroku, że wcale nie dobrze piszę po Polsku.

Często w konwersacjach ludzie mowią ‘Polacy tego nie mowią’ do mnie. Na przykład napiszę albo mowię, że ‘lubię łaskotać ogona’... znacze: żartować z kims. Ale nie ma takiego zwrotu po Polsku. Jeśli nie można stworzyć nowego języku, ej tam, co zrobić? Czy Polski jest jak język Francuski, która nikt nie moge manipulować bez zgody Rządu? Własciwie to prawdopodbnie że nie jestem na pożóm Josefa Conrada i trzeba uczyć się dalej, biorąc pod uwagę że, jeśli chcę zdać egzamin na pożiom B2, lepiej by było skupić się na tym, unikając żarty i mrżonki, na tym, trzeba zrobić żeby postępować..

Szczerze mowiąc, jestem leniwy. Uczę się mimo mojego lenistwa, ale gdybym skupił było by tysiąc razy lepiej i tysiąc razy bardziej skuteczny.

Jak ż jężykami, jak z moją pielgrzymką, prawda?

To jest dlaczego pomysł tej przygody interesował mnie: być sam, bez wymówek, idąc cały czas prosto, polegając tylko na siebie. I w końcu umiesz mowić: „Ja. Ja to zrobiłem. Sam. Bez pómóc.” Chyba z tymi samymi refleksami pojechałem do Polski, wiedząc że zakładam na moim przyszłość, że nic nie było pewno. Dla mnie, wyprowadzić do Polski udało się, jestem sczczęliwy, i mam zaufanie że ten zakład, marsz Angola przez części Polski, też udałby.

Ale trzeba skupić się.

W ostatnim tygodniu, szczególnie z powodu długiego weekendu, spędzałem duzo czas w siłowni, trenując jak  niemądry student przed ochroną Magistera. Przedwczoraj szedłem 16km, wczoraj 15km i 1500 kalory spadły według maszyny, i zaraz dziś wracam żeby trenować dalej. A to nie tylko cziwczenie też badanie, ponieważ mam problem z moimi kolanami...ale to będzie następny odcinek, drogi czytelnicy.

Teraz, jeśli kiedyś wyobrazaliście sobie jak wygląda, facet chodze na maszyna, pokazę ci to: